Guzikiewicz: Komuś wciąż zagrażamy | NSZZ Solidarność Stoczni Gdańskiej

Guzikiewicz: Komuś wciąż zagrażamy

Ñ

Rozmowa z Karolem Guzikiewiczem, liderem związków zawodowych „Solidarności” w Stoczni Gdańskiej.

 Stefczyk.info: strajk w Stoczni Gdańskiej wstrzymany, otrzymaliście państwo zapewnienie, że wypłacone zostaną Wam pensję. Jaka jest zatem sytuacja strajkujących?

Karol Guzikiewicz: Zaległa wypłata została wypłacona w całości. Rano pieniądze wyszły, jeszcze w poniedziałek pracownicy powinni otrzymać je na konta. Jednak to jest jedynie połowa sukcesu. Bowiem czym innym jest sprawa wypłat, a czym innym sytuacja w samej Stoczni. Stocznia ma problemy bieżące, ale ma również pomysł na wyjście z kryzysu. Mówię nie tylko o zwolnieniach grupowych, które już miały miejsce, ale również o zmianach w modelu działalności. Jednak wokół zakładów dzieją się zaskakujące rzeczy. Mówię o kłamstwach przedstawicieli rządu.

Jakich kłamstwach?

Od piątku mamy festiwal kłamstw i dezinformacji dotyczącej Stoczni. Natomiast, wbrew temu, co mówią w mediach politycy Stocznia nie potrzebuje ani jednej złotówki z budżetu państwa. Wszelkie zaległe zobowiązania chce spłacić inwestor zagraniczny. Państwo jest potrzebne jedynie, by renegocjować umowę z Unią Europejską. Ta umowa została podpisana przed kryzysem w Europie. W niej natomiast przyjęto założenia, że sytuacja finansowa Stoczni będzie ulegać poprawie. W międzyczasie natomiast był kryzys i umowa zaczęła być dla nas bardzo niekorzystna. Ją więc należy zmienić, a tego dokonać może jedynie rząd. Władza publiczna potrzebna jest zakładowi również po to, by po spłacie zobowiązań przez stronę ukraińską, udzielić poręczeń pod zaliczki zleceniodawców. To jednak nie jest pomoc Stoczni. Kłamstwem jest więc mówienie, że Stocznia potrzebuje środków z budżetu. Takich kłamstw jest bardzo wiele.

Straszy się obywateli, że Stocznia znów chce pieniądze.

To jest jakaś paranoja. Kłamstwa o przemyśle stoczniowym są w Polsce powtarzane od 1989 roku. De facto stoi za tym niszczenie konkurencji. Obecnie Stocznia nie powinna się nazywać Stocznia, tylko zakład budowy konstrukcji stalowych. My już statków nie produkujemy. Zdaje się, że komuś wciąż zagrażamy.

W mediach słyszymy, że inwestycje ukraińskie w Stoczni nie były specjalnie wielkie. Ukraina przykłada wagę do Stoczni?

To kolejne kłamstwo, jakim karmione jest polskie społeczeństwo. Nie wszystkie inwestycje są ukończone, ale według naszych szacunków strona ukraińska zainwestowała ponad 300 mln złotych w budowę hali produkcyjnej oraz modernizację dotychczasowej. A ministrowie kłamią i mówią o 80 mln zł. Cały czas podawane są dane, proste do weryfikacji, w sposób zakłamany. I to powtarzane jest przez część mediów. Media szerzą kłamstwa. Być może będziemy musieli stworzyć czarną listę mediów, z którymi nie będziemy rozmawiać. Tak jak z „Gazetą Wyborczą”, z którą nie rozmawiamy. Być może z innymi również nie będziemy.

Co dalej w Stoczni? Co z Państwa sporem?

My nadal mamy spór zbiorowy. Obecnie mamy walkę o przejęcie kontraktów dot. konstrukcji stalowych w Polsce, czyli wież wiatrowych. To jest ogromny rynek i ogromne pieniądze. Wszystko jest możliwe, w tym prowokacje. Będziemy jednak przygotowani na ewentualne dalsze protesty, ale tylko legalne. Mamy nadzieję, że ktoś usłyszy nas głos. Szczególnie, że osoby publiczne kłamią w tej sprawie, a wokół Stoczni dzieją się zaskakujące rzeczy, np. dokapitalizowywanie prywatnych firm itd. Wiele zaskakujących procesów finansowych tu się dzieje. Niestety jednak nie możemy liczyć na prokuraturę w tej sprawie. To bowiem ta sama prokuratura, która ochraniała Amber Gold. Gdyby prokuratura była z prawdziwego zdarzenia, takie rzeczy wokół Stoczni by się nie działy. Jaka to demokracja, gdy prokurator pyta premiera, czy może wsadzić gangstera za kratki. Niestety na tych wszystkich procesach i procederach tracą pracownicy.

Rozmawiał Nal   Redakcja Info.Skok Stefczyka

Top